niedziela, 13 lipca 2014

#7

Patrzyłam na niego, wyczekując odpowiedzi. Chyba się zastanawiał czy powiedzieć mi prawdę. Jego twarz pozostała jednak bez wyrazu. Kompletne nic, liczyłam na jakąkolwiek reakcje. Chce wiedzieć czy to on. Oczywiście to proste...nikomu nie powiem, ja tylko chce wiedzieć. Harry będzie mógł być dalej moim ochroniarzem, ale żeby tylko te uciążliwe telefony ustały. Chociaż? Jeśli moje domysły się sprawdzą to nie wiem jak zareaguje...jak on zareaguje i co dalej będzie?
 Na razie czuję tylko napięcie pomiędzy nami.
-Rose, ja...-zaczął, ale mu przerwano.
Zza drzwi wyszła moja siostra.
-Rose!-krzyknęła.-Ja nie chce wam przeszkadzać, ale za dwadzieścia minut masz koniec roku w szkole!
-Co kurwa?!-szybko wstałam.-Później masz mi odpowiedzieć-powiedziałam do lokatego.
Skinął tylko głową i wstałam razem ze mną. Szliśmy w ciszy. Znaczy ja biegłam, a Harry po prostu szedł za mną. To była dość krępująca cisza, więc gdy weszłam do pokoju, odetchnęłam z ulgą.
A teraz czas na życiowy dylemat Rose...co na siebie ubrać.
O dziwo, gdy otworzyłam szafę na wieszaku wisiała już sukienka, buty, biżuteria i inne głupoty dla mnie. Jakie to kochane...pewnie ktoś tutaj przyszedł mimo, że nie chciałam aby ktokolwiek wchodził do mojego pokoju. Ale i tak jestem wdzięczna.
Ubrałam się w to coś co przeważnie studenci ubierają, gdy kończą szkole. Jakiś bliżej nieokreślony kształt w kolorze niebieskim. Jak słodko wyglądam, ale tylko pod tą togą. Właśnie! To się nazywa toga.
 Nie do wiary, że teraz będę mogła znaleźć własną pracę, dom i żyć na własny dom. Nie żeby życie w Białym Domu mi się nie podobało...ja po prostu chce zasmakować samotności. Tata, gdy jeszcze za czasów kiedy był tylko politykiem mieszkał w dużym domu z służbą i innym gównem, więc zawsze mieliśmy podwładnych, a teraz mogę robić coś sama. Dokładnie SAMA. Bez niczyjej zgody. Może zrobię sobie jeszcze jeden tatuaż? Albo percing? Ale to by jeszcze bardziej zdenerwowało tatę i mamę. Mam nadzieję, że zgodzą się na mój plan. Wcześniej nic im o tym nie mówiłam...
-Przepraszam-ktoś zapukał do drzwi.-Idziesz już?-to Harry.-Zaraz nie zdążysz.
-Szlag-zaczęłam cicho przeklinać, gdy okazało się, że mam tylko pięć minut.
-Wyrażaj się-warknął zielonooki.
-Nie rozkazuj mi-ubrałam moje cholernie wysokie szpilki.-Harry, przecież my utkniemy w korkach! Nie zdążę! Auto będzie za wolne!-panikowałam.
Zaśmiał się.
-Kto powiedział, że jedziemy autem? Chyba nie sądzisz, że pozwolę ci się spóźnić-mrugnął do mnie.
-Czyli czym jedziemy?
-Motorem.
W tym momencie wyszliśmy przed budynek, a moim oczom ukazał się motor chuj jeden wie jaki model.
-Gotowa?-podał mi kask.
Tylko przytaknęłam.
Nie wiem czy jestem taka do końca pewna, ale ok. Jedziemy.
Harry
Pod jej szkołą byliśmy na czas. Zdążyła i teraz ma rozdanie świadectw. Nie do wiary, że kończy szkołe. Z tego co mi wiadomo to chce gdzieś wyjechać. Jako jej ochroniarz oczywiście jadę z nią. Nie tylko służbowo, ale też z własnego wyboru.
Teraz jej kolej, jej marny papierek. Kiedy ja go dostałem to nawet się cieszyłem, ale teraz rozumiem, że to w ogóle nie było mi potrzebne. Jeszcze w szkole poznałem Niall, Liama, Zayn'a i Louis'a, który kiblował rok w ostatniej klasie. Typowy Tommo.
-Harry!-ktoś rzucił się mi na szyję, więc odruchowo złapałem tą osobe.
Anabell też tak robiła. Ale to nie ona, tylko Rose. Przytuliła mnie.
-Brawo-pogratulowałem jej.
 Następnie stało się coś czego się nie spodziewałem, pocałowałam mnie w policzek. Tak ona mnie pocałowała. Uśmiechnąłem się sam do siebie i popatrzyłem na Red. Trochę się biedaczka speszyła.
-Przepraszam.
-Przecież nic się nie stało.
-Stało-kłóciła się ze mną.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak
-Nie i koniec kropka.
-A idź spać-poczochrała moje włosy.
Tylko nie to.

***

Stałem jak zawsze przed pokojem czerwonej.
-Yyy...-otworzyła drzwi.-Harry, możemy porozmawiać?
-Jasne, teraz?
-Tak-wpuściła mnie do środka.
Usiadłem na jej fotelu, a ona na łóżku. Patrzyliśmy się na siebie w ciszy. Ciekawe o co może chodzić.
-Harry nasza poranna rozmowa, wiesz...chciałabym znać twoją odpowiedz-powiedziała na jednym wdechu.

-Dobrze wszystko przeanalizowałaś, zorientowałaś się co jest na rzeczy. Jesteś bardzo inteligentna.
-Przejdź do sedna Styles-warknęła.-Chce tylko powiedzieć, że nie ma to znaczenia, ale chce znać prawdę. Teraz.
-No więc zgadza się. To ja.
Zapadła niezręczna cisza.
Rose
A tak liczyłam, ze to kłamstwo, że jednak się pomyliłam, ale to jednak nie to. Ja chyba chce...sobie to przemyśleć. Jednak moje słowa, że to nie ma znaczenia to kłamstwo.
-Proszę cię wyjdz-podniosłam na niego wzrok.
-Dobranoc, Rose.
Pomachałam mu i upadłam na łóżko.

__________________________________________

Co powiecie na to tło? Zmienić? :)
Prosze was komentujcie, bo widzę ile osób czyta, a prawie nie ma żadnych komentarzy :c
Więc czekam :)
Jak wam się podoba rozdział? Chyba bo zjebałam, ale nic nie poradzę :(

 Czytasz-komentujesz :) xx

Kiedy indziej dodam zdjęcia :D

środa, 2 lipca 2014

#6

Nie udana scena +18 :)))
-Yhm...-mruknęłam budząc się.
Rose, trzeba wstawać. Zwlekaj się z tego łóżka i idź maluj. Dzisiaj już nie możesz sobie odpuścić. Twój obraz leży w szafie, a rodziców nie ma, co jest idealną okazją. Dlaczego gadam sama do siebie?
 Szybko się ubieram i idę na śniadanie, pod drzwiami spotykam Harry'ego. Jak słodko...był tutaj całą noc. Witam się z nim;
-Hej Hari-macham mu.
Wywraca oczami i uśmiecha się do mnie.
 -Witaj, czerwona.
Zatrzymałam się. Jak on mnie nazwał?
Harry też mnie tak nazywa. Trochę to dziwne...
-Coś nie tak?-pyta z zmartwioną miną.-Jesteś trochę blada. Może ci coś przynieść? Wody? Cokolwiek?
-Nie, nie-zaprzeczyłam.-Wszystko ok, tylko...muszę przez jakiś pobyć sama.
-Samotność jest czasami najlepsza, ale ja nie mogę cię spuścić z oczu. Taka praca-puścił mi oczko.
-Będę w ogrodzie-popatrzyłam na moje paznokcie, które pomalowałam na czarno. Ładnie mi wyszły.
-Rozumiem-przyjął poważny ton.
-Ale wcześniej pójdę do pokoju-patrzyłam za niego i miałam nieobecny wzrok.
Muszę o czymś pomyśleć...
*Oczami Louis'a*
Mój inteligentny przyjaciel ma świetne zajęcie życiowe. Zerwał z taką dupą jak Anabell dla jakiejś laski, która nawet nigdy nie spojrzy na ochroniarza. Trochę to żałosne, że jest bogata i nie widzi tych biedniejszych. Chociaż tacy biedni nie jesteśmy. Kilka milionów każdy z nas ma na koncie.
-O czym myślisz?-moja dziewczyna usiadła mi na kolanach.
-O Harrym i tej lasce, uważam, że głupio postępuje.
-Ale i tak mu na to pozwalacie-Jo zaczęła kreślić mokrą ścieżkę na mojej szyi.
-Jego życie, jego sprawa-pocałowałem ją w usta.
-Kocham cię-szepnęła. 
-Ja ciebie też, Johanna-ściągałem jej koszulkę.
Po chwili nasze ubrania leżały na ziemi.
-Zaraz chłopaki mają tutaj przyjść-warknąłem, gdy zaczęła masować mojego przyjaciela.
-Zdążymy-mruknęła.
Weszłem w nią i byłem bardzo zadowolony, gdy jęczała moje imię. Masowałem jej piersi i chwilę później oboje mieliśmy orgazm. 
Wycieńczeni opadliśmy na łóżko i szepcząc swoje imiona i inne słowa zasnęliśmy...
Kocham ją i chyba nasza relacja jest inna niż Hazzy i An.


*Oczami Rose*
Skończyłam! Udało się. Mój najnowszy obraz leży teraz przy oknie i mogę czekać aż farba zaschnie. Chciałabym żeby moje prace były w jakieś galerii, a ludzie mogliby je oglądać... Gdybym powiedziała o tym rodzicom to  pewnie usłyszałam bym "Kochanie, malowanie to żadna wybitność, to umie każdy." Tylko by mnie to raniło. Wolę nie.
-Cześć Charlie.
Moja siostra właśnie weszła do mojego pokoju...co to ma być?! Normalnie to nawet się do mnie nie odzywa...więc co tutaj tak nagle robi?
-Hej-usiadła na moim łóżku.
Jezu Maria...odkąd ona niby ze mną rozmawia, siedzi u mnie w pokoju...-Mam do ciebie sprawę.-...i ma do mnie sprawę.
-Ty do mnie?-zrobiłam zdziwioną minę.
-O co ci chodzi?-zamrugała.
 -Nie o nic...-powiedziałam.
-Ugh...-widzę, że nie wie jak zacząć.-Ty lubisz ten cały zespół...jak oni to się nazywają...30 second to mars?-skinęłam, więc kontynuowała.-No więc...mam na ich koncert dwa bilety. I chciałam się spytać, czy nie miałabyś ochoty razem z kimś iść na ten koncert?
-Na prawdę?-posłałam jej wielki uśmiech.
-Tak.
-O Jezu-rzuciłam się jej na szyję,-Oczywiście, że chce!
-Dobra, dobra. Tylko mnie puść-odsunęła mnie-Dusisz.
-Przepraszam-nie mogłam przestać się uśmiechać.
-I jeszcze jedno...-popatrzyła na moją szafkę.-Ładne zdjęcie.
Popatrzyłam na wskazane miejsce. Ah, tak...nasze wspólne zdjęcie z jakichś urodzin naszej super  bogatej i sławnej koleżanki-Sonnie. Podoba mi się, więc je tam postawiłam.
Co w tym dziwnego?
-Pa-wyszła z mojego pokoju.
 Nic nie powiedziałam tylko usiadła na łóżku i patrzyłam jak zahipnotyzowana na fotografię.
Potrzebuje świeżego powietrza.
Wzięłam deskę i jak piorun wyleciałam z pokoju. Harry potrzebował kilku sekund na zrozumienie co zrobiłam i chwilę później już biegł obok mnie.
-To chyba nie jest dozwolone-zaśmiał się.
-To co?-zrobiłam slalom przy wazonach.
Chwilę później zatrzymałam się przed drzwiami do ogrodu.
-Mam z tobą iść?
 -Tak-otworzyłam drzwi.
*Oczami Harry'ego*
Rose usiadła na murku. Serce biło mi jeszcze po biegu. Ona chyba chce żebyśmy oboje pomyśleli.
Moje myśli zajęła Anabell. Myśle, że dla czerwonej mógłbym jeszcze raz zostawić An i nie żałowałbym. Chciałbym też żeby wiedziała, ale to jeszcze nie czas.Nie teraz.
Spojrzałem na nią. Miała skoncentrowaną minę i nagle jakby ją olśniło i popatrzyła na mnie swoimi pięknym oczami.
-Harry, mogę cię o coś zapytać?
Coś myśle, że to będzie trudna odpowiedź.
-Tak.

-Czy to ty? Czy ty do mnie piszesz i dzwonisz?
Nie mogłem uwierzyć, że się zorientowała, ale czy powiedzieć prawdę? Lepiej żeby żyła w kłamstwie...?









__________________________________
De dum! Co odpowie Harry? Chcecie żeby się dowiedziała czy lepiej żeby żyła dalej w kłamstwie? Może tą decyzje podejmijcie sami i komentujcie :)
Chce znać wasze zdanie xx
Tak byla scena +18, ale co z tego wyszło ;___;
Tak to była moja pierwsza taka sytuacja przez to 2 lata pisania. 
Dziwnie się trochę pisało :x
Dlaczego nie El?
Bo o Jo i Lou mam innego bloga; subsistence
Do którego czytania zachęcam :)))

Rorry? Ta fajna para do shippowania :D
Za wszelkiego rodzaju błędy-przepraszam :c
I wiem, ze wyszedł krótki, ale zależało mi, żeby na takim momencie się się skończyło. Nie zabijcie mnie!

środa, 25 czerwca 2014

#5

Dzisiaj jest poniedziałek. Pora poznać nowego ochroniarza. Ubrałam szybko jakąś luźną koszulkę, bordowe szorty i czarne vansy. Koniecznie muszę iść na zakupy.
Wczoraj popołudniu zrobiłabym zadania, ale jutro już koniec roku! Jejku, tyle miesięcy, dni, godzin, minut,sekund męczarni i nauki i mam mój upragniony dzień. Zbiegam na dół, wzięłam jabłko z kuchni i wyszłam na korytarz. Stał tam. Ubrany w czarny garnitur i czarne okulary...Coś go wyróżniało od reszty ochroniarzy...on po prostu sam w sobie jest zachwycający...Jezu Rose, ćpałaś coś? Przecież on ma tylko cię pilnować. Za kilka lat przecież nie weźmiecie ślubu,nie będziecie mieć szóstki dzieci i nie zamieszkacie...stop, stop, stop! Trochę za szybko. Najpierw się przywitaj.

-Cześć-posłałam mu uśmiech.
-Witaj Rose-odpowiedział trochę zbyt...oficjalnie.-Możemy już jechać? Raczej nie chcesz opuścić kolejnego dnia.
Skąd on to do cholery jasnej wie?!
-Umm...tak-moje policzki oblał szkarłatny kolor. -Właściwie to nie-pociągłam go za ramię.-Nie chce iść dzisiaj do szkoły. Możemy robić coś innego? Mógłbyś mi coś o sobie opowiedzieć? Co ty na to?
-Wolałbym abyś to ty mówiła.
-Nie ma sprawy. Więc jedzmy na przykład...hmm...co powiesz na park?
-Może być.
No Harry! Nie bądź taki milczący! Ja uwielbiam słuchać twojego głosu...tak cholernie dziwnie znajomego...wciąż nie wiem do kogo on należy...
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy w wcześniej powiedziane miejsce. Już jest długo po ósmej, więc nie była aż takich korków.
-A więc-usiedliśmy na ławce.-Co chcesz o mnie wiedzieć?
-Wszystko.
Zaczęłam opowiadać o wydarzeniach, które pamiętam najlepiej. Pomijałam tylko Charlie,wole nie wspominać naszych wspólnych wspomnień. Po kilku godzinach opowiadania,poprawiania się i innych zauważyłam, że jeszcze go nie zanudziłam. Gdy wracaliśmy miałam czas żeby pomyśleć...i wtedy mnie olśniło. Harry nie pisał do mnie od kilku godzin. Czyżby dał sobie już spokój?
Harry.
Moje myśli znowu zajął on. Harry Chuj Jeden Wie Jaki. Dlaczego ja nic o nim nie wiem? Nie wiem jak wygląda...jakie ma włosy...oczy...usta. Jestem cholernie ciekawa czy go kiedykolwiek widziałam. Dlaczego on o mnie wie wszystko, a ja o nim nic? To cholernie niesprawiedliwe.
-Rose...słuchasz mnie?-jak zza szyby doszedł mnie głos Stylesa.
O nim wiem zdecydowanie więcej niż o Harrym.Trochę mi o sobie opowiedział i wiem, że nie jest taki sztywny jakimi się wydawał.
-Yyyy...nie-przyznałam zawstydzona.
-Jutro koniec roku i chciałbym żebyś jednak na niego poszła. Wiesz kiedy jest, tak?-przez przypadek dotknął mojego ramienia.
Przeszedł mnie dreszcz. Ale taki przyjemny dreszcz.
-Oczywiście-właśnie się zorientowałam, że swoimi przy moich drzwiach.-Dziękuje za miły dzień-delikatnie go przytuliłam, zaciągając się cudownymi perfumami męskimi. Zajebiście pachnie.
-Rose...czy ty mnie wąchasz?-zaśmiał się zachrypniętym i niskim głosem.
-Nie...chociaż, czekaj-zaciągałam się jeszcze raz.-Tak, wącham cię.
Zaśmiał się jeszcze raz.
-Nie wąchaj mnie-posłałam mu karcące spojrzenie, ale i tak się śmiałam.
Posłał mi ostatni uśmiech i poszedł.


Usiadłam na łóżko i zaczęłam się śmiać.

***
 Do wieczora nic się nie wydarzyło, Harry stał przed moimi drzwiami, co zauważyłam wychodząc po wodę, rodzice jeszcze nie wrócili, a Charlie poszła nie wiem gdzie. Ja natomiast włączyłam latopa i zaczęłam czytać te "cudowne" komentarze od faneczek Derek'a na Twiterze. Jezu jak one mnie wkurwiają...zaczęłam wszystkie zablokowywać i chwilę później przełączyłam się na Facebooka. Tam kurde też nudy w cztery dupy. Zbyt znudzona, w okolicah godziny siódmej włączyłam film "Gwiazd Naszych Wina", bo Holly mi to poleciła. A tak...ciekawe o u niej. Czy już jest w domu? Oby.
Postanowiłam do niej napisać szybko, ale wtedy zauważyłam wiadomość od Harry'ego. Nie żeby coś, ale trochę tęskniłam za jego głupimi tekstami.
Chwilę zastanowiłam się nad odpowiedzią i szybko wystukałam na klawiaturze krótkie zdanie.
Potem już nie napisał...w ogóle. Chyba go nie uraziłam.
-Ekhem...Rose-Harry aka ochroniarz wszedł do pokoju.
-Hej Hari-przywitałam się i posunęłam żeby usiadł obok.
-Hari? Serio?-zaśmiał się.
-Tak-zrobiłam poważną minę.-Siadasz?
-Nie, chciałem tylko ci powiedzieć dobranoc-przygryzł wargę.
-To miło-cmoknęłam go w policzek i się zarumieniłam.
-Dobranoc-ukazał mi dołeczki w policzkach i wyszedł.
Dziwne, ze nikt nas na tym nie przyłapał...żaden ochroniarz jeszcze tak się wobec mnie nie zachowywał, byli tacy raczej oficjalni i mieli dystans jak cholera.
Kurwa...ale skąd ja kojarzę głos Harry'ego...
Rose...

Myśl...
To nie takie trudne...
Pustka...
Wciąż nic...
Kurwa Rose! Jaka ty jesteś tępa! Nie na serio JEDNEJ osoby nie umiesz zapamiętać...ty idiotko jedna.
Chyba źle się czuje, bo gadam sama do siebie...
 Gdy w końcu miałam spokój poszłam do łazienki, wzięłam krótki prysznic. Później szybko zasnęłam. Śniło mi się, że uciekam przez ciemny korytarz, rozmawiając z Harrym, jednak w pewnym momencie telefon upada, a mnie pochłania ciemność...


Piąteczka :3
 Gratuluje wytrwałym :*
Czytasz=komentujesz xx

sobota, 14 czerwca 2014

#4

Po wczorajszym balu od razy gdy poszłam spać śniły mi się koszmary...a dokładnie to te jeden...gdy biegnę przez korytarz, rozmawiając z Harrym, ktoś mnie gonił...zawsze kończy się tak samo...budzę się zlana potem i wycieńczona.
Wstając z łóżka, uświadomiłam sobie, że jest sobota. Potknęłam się kilka razy i wreszcie doszłam do garderoby. Ubrałam się .i zeszłam na śniadanie. Kelnerka podała mi nawet nie wiem jakie danie i sobie poszła. Dzisiaj jestem sama, bo Holly jak co miesiąc jedzie do Luke, Cat idzie na urodziny brata, a Agnes rodzice gdzieś zabierają.
-Rose-moja siostra weszła do pomieszczenia. Szok, odezwała się do mnie. Czy to już niebo?
-Charlie-skinęłam na nią głową.
-Co dzisiaj robisz?
-Nic, a ty?

-Też...nie wiesz może gdzie mama i tata?
-Nie wiem-dopadły mnie wyrzuty sumienia, po tym co powiedziałam tacie...

***
-Dzień dobry-jeden z ochroniarzy skinął na mnie głową.
-Witam-przeszłam obojętna.
-Przepraszam, że pani przeszkodzę, ma pani czas?-wysoki brunet o niebieskich oczach...a może zielonych. Nie wiem sama.
-Wyjaśnijmy sobie coś-zaczęłam.-Nie jestem "pani", tylko Rose i chciałabym żeby pan tak do mnie mówił-uśmiechnęłam się.
-Louis Tomlinson-podał mi dłoń.-Miło mi.
-Mi również, a więc chciałeś coś ode mnie?-starałam się żeby mój ton brzmiał oficjalnie.
-Chciałbym abyś poznała nowych rekrutów, bo dwóch będzie ci towarzyszyć przez najbliższy miesiąc-oznajmił.
-Oczywiście, kiedy?
-Dzisiaj wieczorem. Jeśli może pani...Rose.
-Yhm...
I poszłam do swojego pokoju. Jedna nowa wiadomość. Ale niespodzianka-od Harry'ego.
Ten człowiek, to gorzej niż kostka Rubika. Bardziej skomplikowany.
Nic dalej nie odpisał, więc zaczęłam robić zadania. Idealne zajęcie na sobotnie popołudnie. Po pokoju nagle rozniosła się piosenka Rihanny "Drunk on love" więc odebrałam telefon od Harry'ego. Ostatnio oprócz niego nikt inny do mnie nie dzwoni. Co się z wami dzieję ludzie?! Czekam na jakikolwiek znak od was, że żyjecie.
-Hej Czerwona-ten zachrypnięty głos przyprawia mnie o dreszcze.
-Co chcesz?
-Ciebie.

Zaśmiałam się.
-Bardzo śmieszne.
-Mogę zadać ci pytania?
-Zależy jakie-zmarszczyłam brwi.
-Takich jakich nie przeczytałem w twoich aktach.
Przełknęłam zdenerwowana ślinę. On czytał moje akta.
-Możesz.
-Jaki jest twój ulubiony kolor?
-Czarny-odpowiedziałam bez zawahania-A twój?
-Ulubiona liczba?-zignorował moje pytanie.
-Dziewięćdziesiąt cztery.
-Przyjaciółki?
-Dlaczego nie odpowiadasz na moje pytania?-postanowiłam trochę się pokłócić.-Ja się...
-Czarny, siedemdziesiąt siedem, nie wiem czy życzyliby sobie żebyś ich znała, fajnie jest być tym kim jestem...a nie czekaj. To pytanie jeszcze nie było zadana-zaśmiał się.
Ma na prawdę uroczy śmiech.
Spędziliśmy na rozmowie tak kilka godzin i nawet nie wiem kiedy nastał wieczór. Kurwa, Louis!
-Muszę już iść Harry-pożegnałam się.
-Do zobaczenia-wychrypiał.
-Ta, jasne-mruknęłam ironicznie.
***
-Dzień dobry-niebieskooki(a jednak) przywitał się, gdy wparowałam do pomieszczenia po lewej stronie budynku.
-Cześć-stanęłam obok niego.-To...o co w tym chodzi?
-Zostaliście WYBRANI żeby pracować dla najważniejszych ludzi na świecie-jego głos, niski i zachrypnięty był też cholernie głośny.-Dlatego...
Przestałam go słuchać i zaczęłam oglądać rekrutów... blondyn, niebieskie oczy...brunet z loczkami i zielonymi oczami...kolejny blondyn, brązowe oczy...dużo to ich tutaj nie ma.
-Rose...ekm...-doszły mnie kaszlnięcie, co wywołało cichy śmiech na sali.-Uspokoić się!
-Przepraszam...trochę się zamyśliłam, przepraszam-skinęłam na niego.-Ale teraz słucham cię.
-Chciałem żebyś poznała swojego nowego ochroniarza. Styles!-zawołał chłopaka z loczkami.
Był wyższy niż mi się wydawało i...przystojniejszy. Ma ładne rysy twarzy...i oczy...i włosy też...ogólnie jest cały taki ładny.
-Dzień dobry-przywitał się.-Jestem Harry Styles.

Jego głosu wydaje mi się cholernie znajomy. Ale...jak?
-Cześć-podałam mu dłoń, którą uścisnął.-Rose Busch.
-Jeśli nie będzie wam to przeszkadzać to już pójdę.
-Oczywiście-odpowiedział Lou.
***
Następnego dnia zadzwoniłam do Holly, Cat i Agnes. Nic nie było co mogłabym im opowiedzieć, więc po prostu zakończyłyśmy konwersacje. Potem poszłam na obiad, dowiadując się, że mama i tata musieli wyjechać na jakąś konferencje. czyli zostałam sama z Charlie.
Harry ma do mnie dołączyć dopiero w poniedziałek...yyy...dziwny zbieg okoliczności, że Harry ma to samo imię co Harry, który do mnie dzwoni. Nie, mam urojenia.
Jak na zawołanie przyszedł SMS od chłopaka.

Jezu...mógłby się wyrażać jasno. Zakręciłam włosy i poszłam spać.


____________________________________________________
Dałam tylko jeden obrazem z SMS'em, ale chyba domyślacie się, że te poprzednie to są te na obrazku wyżej :) x
Mało się dzieję, ale przecież poznała Harryego...taaa...wiem zrobiłam z niej kompletną idiotkę xD
Nawet ja bym się skapła, że to ten sam Harry :)))Czytasz=o

 Czytasz=komentujesz :) x

Zapraszam do zakładki "Informowani" oraz na inne moje blogi ;)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

#3

Kolejny dzień. Tym razem to Holly przyszła mnie obudzić. Powinnam sobie załatwić lepszy budzik...
-I jak się spało?-uśmiechnięta siadła na moim łóżku i ściągnęła ze mnie pościel, przez co moim oczom ukazało się słońce.
-Ugh...-spojrzałam na nią i znowu się zakryłam.
"(..)Cieszę się, że ci się podoba(..)"
-Kochana, jaki berecik-zaśmiałam się. Wyglądała dość zabawnie.
-Cieszę się, że ci się podoba-poprawiła włosy i szybkim ruchem znowu odsunęła kołdrę.-Wstawaj.
-Zaraz...Gdzie ci się tak śpieszy?
-Mamy spotkać się z Tomem!-pisnęła szczęśliwa.
-Mam to gdzieś-tym razem naciągłam poduszkę na głowę.
-A ja nie-pociągła mnie za nogę.-Jebać szkołę! Ja chce do Tom'a. Rose, ty zawsze możesz a mnie liczyć! On mi się podoba i muszę go zdobyć. A jak ty nie pójdziesz to on też, a wtedy...-zaczęła histeryzować.
Na to wiadomość, dosłownie spadłam z łóżka.
-Już idę, ale nie gadaj tyle.
***
-Cześć, Evans-przywitałam się z nim.
Gdyby ktoś teraz mi powiedział, że on jej się podoba, to bym w to nie uwierzyła. Stała spokojnie, nawet nie drgnęła, nie przywitała się z nim. Szybko napisałam wiadomość:






Nic nie odpisała, więc włożyłam spowrotem telefon do kieszeni i posłałam koledze Tom'a uśmiech.
-To co robimy?

Rose i koledzy Tom'a.
-Możemy iść na piwo, a potem sama nie wiem...wrócić na zajęcia...?
-Ok-wszyscy mi przytaknęli i ruszyliśmy do najbliższego baru.
Nagle dostałam wiadomość:
Zmarszczyłam zdenerwowana brwi. Skąd on o tym wie? Wystukałam na klawiaturze kilka słów i kliknęłam „wyślij”
Uśmiechając się sama do siebie włączyłam wyłączyłam telefon i zamówiłam zwykła wodę. To, że oni mają zamówić piwo, nie znaczy, że ja też to zrobię.Wieczorem mam bal charytatywny i chcę być na nim trzeźwa.
*** 
-Nie do wiary! Ależ wy jesteście bezczelni!-monolog naszej kochanej nauczycielki t***rwa już od dziesięciu minut. Wściekła się po tym jak usłyszała nasze wypracowania.-Błagam zejdźcie mi z oczu, idźcie o domu, cokolwiek! To koniec! Na moje lekcje przez najbliższe dni nie przychodzić! I nikomu nie mówić, wynocha!-machała rękami jak opętana.
Mogliśmy już iść do domu i dzisiaj mieliśmy dokładnie dwadzieścia minut zajęć. Tom okazał się strasznie miły i kochany, najlepsze jest jednak to, że zaczął flirtować z Holly. Może zostaną parą? Muszę się dowiedzieć kim są rodzice Evans'a. 
-Szkoda, że nie możecie ze mną na ten bal...będzie nudno jak cholera-powiedziałam, gdy już stałyśmy na przystanku. Nie popieram głupich limuzyn taty, one też.
-Chciałybyśmy, ale wiesz, że mamy nasze kary za ostatnią imprezę i tylko twoi rodzice się o tym nie dowiedzieli.
-Wiem-przytuliłam każdą, widząc, nadjeżdżający autobus.
-Cześć-posłałam im uśmiech.
-Aloha, baby-Agnes pomachała mi ręką i odeszły.
***
-Nie ubiorę tego! Nie ma mowy!-kłóciłam się z mamą o różowa sukienkę.
-Ubierzesz-upierała się przy swoim.
-Nie, mogę ubrać spódniczkę, ale nie sukienkę!
-Koniec tematu! Ubierasz sukienkę!-wyszła z pokoju.
Nienawidzę kiedy ktoś mi rozkazuje coś robić. Powoli ubrałam na siebie to różowe...coś. Zrobiłam makijaż i wyszłam z pokoju.
-Dzień dobry-osoby, których nawet nie znam witały się ze mną, a ja im tylko kiwałam głową.

Nie zniosę tego dłuzej...muszę wyjść. Skierowałam się na tyły domu i przeszłam przez bramkę, kierując się do mojego raju. 
 Wywróciłam oczami, gdy zadzwonił mój telefon. Mogłam go zostawić w pokoju.
-Halo?
-Cześć, Czerwona-usłyszałam zachrypnięty głos, należący do Harry'ego.
-Nie nazywaj mnie tak.
-Dlaczego? Pasuje do ciebie i twoich włosów-zaśmiał się.
-Czego chcesz?
-A ty? Wydaje mi się, że pragniesz się wydostać z tego nudnego przyjęcia. Skoro poszłaś do ogrodu, znaczy to, że chcesz pomyśleć...o kim skarbie? O mnie?
-Chciałbyś-prychnęłam.
-I to nawet nie wiesz jak bardzo. Powiem ci, że mega seksownie wyglądasz w tej sukience...chociaż lepiej byś wyglądała bez niej...tak jak wczoraj...-mruknął seksownie.
-Co?! Jak śmiesz mnie podglądać? Nie wiesz co to jest prywatność?!
-Uspokój się. To nic takiego. Ale powinnaś spuszczać rolety w pokoju.
-Spierdalaj.
-Nie przeklinaj-jego ton głos jest tak zimny, że aż mnie ciarki przeszły. Jeszcze przed chwilą droczył się ze mną, a tak nagle jest na mnie zły? Nie ogarniam facetów.
-Nie będziesz mi rozkazywać. Nie możesz też sobie tak po prostu do mnie dzwonić. Masz przestać, albo pójdę na policję!
-Mam tam swoich ludzi, ale i tak nie musisz. Nie chce ci nic zrobić, nie jestem pedofilem albo...innym.
-Mordercą? Zabijającym ludzi?
-Akurat zabijam, ale mniejsza o to-powiedział to jakby nigdy nic.-Nie musisz się mnie bać. Ty jesteś bezpieczna. Nie długo się spotkamy, do usłyszenia-rozłączył się.
On zabija...mam się go nie bać...nie lubi gdy przeklinam...nastroje szybko mu się zmieniają...i co ma znaczyć, że niedługo się zobaczymy?
*miesiąc temu*
*Oczami Harry'ego*
-Harry musimy na jakiś czas wszyscy wyjechać-oznajmił mi mój najlepszy przyjaciel, Louis.- Nie wiem gdzie, ale na razie tutejsze okolice musimy zostawić. Wiesz co się dzieję i nie mam zamiaru tego ciągnąć...
-Louis...-chciałem mu przerwać.
-Jo jest w ciąży. Rozumiesz to?! Zostanę ojcem. Puki co zawieszam własną prace. Wyjedzcie do Stanów, Francji...gdziekolwiek! Ale w Londynie ma być bezpiecznie.
-Dobrze-przytuliłem go i wyszedłem.
Kurwa jego mać! Mam ochotę coś rozpierdolić! Jak on może nam to robić?! Moją uwagę przykuła pewna dziewczyna na ekranie telewizora...Rose Busch...moja największa miłość odkąd jej ojciec został prezydentem. Zmieniła się...już nie ma tych samych rysów twarzy...i nie jest tak blisko z siostrą...to widać nawet z daleka. Już wiem co teraz chcę zrobić z swoim życiem...
-Harry...-Anabell przytuliła się do mnie.-Co jest skarbie? Jesteś strasznie spięty. Gdzie Lou?
An to moja przyjaciółka...do łóżka. Głupia się o tym z kimkolwiek o tym gada, ale co ja poradzę, że oprócz takich spraw mnie nie interesuje? Mimo, że do najbrzydszych nie należy...
Anabell Grey
-Anabell mnie nie będzie w najbliższym czasie i nasze stosunki muszą być zerwane...
_______________________________________________
W skali od 0 do 100 na ile mnie nienawidzicie?
Tyle czasu nie dodać rozdziału i jeszcze taki chujowy, że szkoda było marnować czas na czytanie... :c
Przepraszam, ale na razie to muszę się podciągnąć z ocenami i nie idzie mi xD
Wreszcie perspektywa Harry'ego...ugh...pisane rano, bo nie mam już kiedy. W najbliższym czasie tylko dorywczo będę miała laptopa :(
Proszę nawet jeśli ci się nie podoba rozdział-skomentuj. Wyraź swoją opinie. Chce wiedzieć co myślisz :)
Do następnego, Bóg jeden wie kiedy dodanego rozdziału ♥
Tumblr Rose: http://redffhs.tumblr.com/
:)

sobota, 10 maja 2014

#2

Nagle na kogoś wpadłam, ten ktoś obrócił mnie i poczułam delikatny pocałunek na ustach, który odruchowo odwzajemniłam. Wiem z kim się teraz całuje, to mój "chłopak"-Derek.
Dlaczego w cudzysłowie? Otóż jak przystało na bogatą panienkę muszę mieć towarzysza. Moi rodzicie i rodzicie Derek'a znają się od dawna, jego tata jest politykiem, a mama aktorką...ja i on znamy się od piaskownicy, bo tak właściwie dzięki nam się poznali. Czuje do niego tylko przyjaźń, oraz wiem, że on do mnie też nic więcej...ale nasz związek to wola rodziców.
-Rozmawiałyście o mnie?-posłał Holly uśmiech i jeszcze raz przelotnie pocałował mnie w usta.
-Chciałbyś-zaśmiałam się razem z nim.
-No ba, że bym chciał-objął mnie ramieniem i z przyzwyczajenia go nie strzepnęłam, jak to robiłam na początku naszego "związku". -Co u ciebie Holly?
-Nie jest najgorzej...a u ciebie?
-Też jakoś leci- czekałam grzecznie aż skończą tą wymianę zdań.
Derek Allen
-No to ja spadam gołąbeczki-blondynka pomachała nam i sobie poszła.
Szkoda...myślałam, że zostanie z nami. Przeważnie rzadko kiedy zostaje sama z Allenem, ale to dobrze,bo nie musimy wtedy udawać.
-Chcesz iść na lody skarbie?-spytał się i chwycił za rękę.
-Jasne słonko-droczyłam się z nim.
To był atut naszego związki...możemy się ze sobą przekomarzać nazywając siebie tymi głupimi przezwiskami dla zakochanych i nie przejmować się, że ktoś uzna nas za przyjaciół, którzy są w sobie zakochani. Wszyscy wiedzą, że brunet jest moim chłopakiem.
Rozmawialiśmy cały czas aż do lodziarni. Tam dopadły nas fanki Derek'a. Wspominałam, że jest piosenkarzem? Nie? No, więc mój przyjaciel to piosenkarz...Dość sławny.
-Ja już pójdę-nigdy nie lubiłam jego fanek, z wzajemnością. Gdybym na prawdę kochała chłopaka to bym się przejmowała co o nas mówią, ale chyba wiecie, gdzie mogą sobie wsadzić hejty na mnie.
-Dlaczego?-spytał trochę jakby...smutno?
-Nie chce przeszkadzać-wykonałam bliżej nieokreślony ruch dłońmi i odeszłam.
Weszłam jeszcze po drodze do mojej ulubionej kawiarni i kupiłam jedyne ciasto, które lubię czyli w-z-tke.
***
-Dzień dobry-weszłam do kuchni. Tak jak myślałam zastałam w niej naszą, moją ulubioną, gosposie Polly.
-No nie wiem czy taki dobry, Rose-zaśmiała się nerwowo i wróciła do swoich zajęć.
Postanowiłam zignorować jej słowa i  po prostu wzięłam z lodowki wodę.
-Do zobaczenia Polly -pożegnałam się i poszłam do swojego pokoju.
Włączyłam na całą głośność piosenkę i wyciągłam zeszyt.
To co ustaliliśmy na lekcji jest głupie, ale to nie ja podjęłam tą decyzje.  Powoli przelewałam moje pomysły na papier, gdy nagle między muzyką usłyszałam mój telefon...ale to był dzwonek na mój drugi numer co oznaczało, że któraś z moich przyjaciółek dzwoniła. Tylko one posiadają ten szyfr i nie mam zamiaru nikomu go podawać. Bez patrzenia, odebrałam.
-Halo?
-Cześć piękna-to nie była żadna z moich przyjaciółek. Chciałam się rozłączyć, ale głos w słuchawce mi przerwał.-Poczekaj...nie radziłbym tego robić.
-Czego chcesz? Kim wogule jesteś? Znamy się? Skąd masz mój numer?-zadałam ciąg pytań.
-Spokojnie...wszystko w swoim czasie-zaczął dość tajemniczo.-Na razie to rada ode mnie: odbieraj telefony...
-Ale powiedz przynajmniej kim jesteś!-poprosiłam.
To nie jest normalne. Ktoś dzwoni na mój prywatny numer, nie wiem co chce i wymaga żebym odbierała telefon.
-Możesz mi mówić Książę-oznajmił, na co prychnęłam.
-Książę?-zadrwiłam.-A gdzie twój rumak i biała szabla? A tak na serio...kim jesteś?
-Oh, Rosemarie...-zadrżałam, gdy użył mojego pełnego imienia. Nikt już tego nie robi.-Dowiesz się w swoim czasie...a tak na serio to jestem Harry-wreszcie mi się przedstawił.-Pamiętaj żeby odbierać i jeszcze jedno, piękna...nikomu nie mów o naszej konwersacji. A zwłaszcza swojemu ojcu.-i to by było na tyle. Rozłączył się.
Kim jest ten człowiek? Dlaczego do mnie dzwoni?! Skąd zna moje imię? I wogule tyle pytań...Dlaczego? Czego ode mnie chce? 
Przecież czeka na ciebie tyle niebezpieczeństw-podpowiadała mi moja podświadomość.
Myślałam tak jeszcze dość dużo czasu, aż w końcu ktoś zawołał mnie na kolacje. Fuck Zapomniałam się przebrać...pieprzyć to, idę w tym.
-Dzień dobry-usiadłam na moim stałym miejscu.
-Witaj Rose-moja mama jako jedyna zwróciła na mnie uwagę.
No pewnie tato! Po co na mnie zwracać uwagę?! Dlaczego chociaż raz?
-Rose czy możesz podać mi sól?-wciąż nie podniósł głowy znad dokumentów.
-Nie, nie mogę. Czy mógłbyś chociaż na mnie spojrzeć?-nie wytrzymałam.
-Ej siostra! Bez bulwersów, to jest twój ojciec!-Charlie ostrzegła, ale i tak wiem, że mówi to bo chce się podlizać tacie.
Zachowuję się trochę jak tygrys, który próbuje walczyć, chociaż, że nie potrafi. Czekam tylko jak się na mnie żuci. Tak to wygląda. Jestem młodsza, idiotko! Tata kocha mnie bardziej.
"Zachowuję się trochę jak tygrys"
 -Moje drogie-wreszcie na nas spojrzał.-Przepraszam, że musze to czytać przy was, ale na jutro mamy bardzo ważną konferencje i nie mogę jej opuścić.
-Nie tłumacz się-wstałam od stołu.-Odechciało mi się jeść-wyszłam z pomieszczenia i udałam się do mojego ulubionego miejsca-ogrodu.
Wyjęłam pamiętnik z drzewa. Chowam go tam odkąd Charlie przeczytała mój pierwszy wpis, kilka lat temu. Nie mam siły żeby teraz o tym wszystkim myśleć...muszę to przelać na papier. 
Pisałam w ciszy, a pojedyncze łzy spadały na papier. Czasami zastanawiam się czy tata byłby inny, gdyby nie został prezydentem...taki normalny...
Nagle w ciszy rozległ się mój prywatny dzwonek, czyli, że ktoś ważny dzwoni.
-Halo?
-Nie płacz, kochana-to ten wariat..jak mu tam...Henry?
-Nie płacze-skłamałam.
Widziałam tylko mostek, trawę. drzewa i kwiaty... 
-Przecież widzę-na te słowa wstałam szybko...gdzie on jest?
-Jak to?


-Usiądź słonko-wykonałam jego prośbę.
-Gdzie jesteś? Dlaczego mnie tutaj widzisz?
-To tajemnica i raczej nie chcę żebyś ją teraz poznawała,
-Dobra...
-Twój tata musi ciężko pracować i nie ma czasu dla was...wiem to smutne...Ale spokojnie kochanie, będzie dobrze.
-Nie pierdol głupot, nie będzie.
-Nie przeklinaj-teraz go zirytowałam.-I uwierz, że będzie. Dobranoc.
Po tych słowach znowu się rozłączył. Super.
Posiedziałam jeszcze chwilę w ciszy i, gdy zobaczyłam, że światła w domu się zgaszają, powoli i cicho ruszyłam do sypialni.
-No to się wkopałaś młoda-na moim łóżku leżała blondynka.-Rodzice wogule nie mogli cię znaleźć-zachichotała.-Tylko ja wiem gdzie ty łazisz, ale im nie powiem spokojnie-wstała z miejsca.
-Wypieprzaj stąd-warknęłam.
-Milej.
-Nie.
-Jak wolisz.
Gdy w końcu miałam spokój poszłam do łazienki, wzięłam krótki prysznic. Później szybko zasnełam. Śniło mi się, że uciekam przez ciemny korytarz, rozmawiając z Harrym, jednak w pewnym momencie telefon upada, a mnie pochłania ciemność...

 ________________________________________
Przepraszam, że tyle musieliście czekać na rozdział :c
I w dodatku jest do dupy, ale lepsze to niż nic.
W zakładce "bohaterowie" dodałam dwie nowe postacie...
I zapraszam do zakładki "informowani" :))
Założyłam drugiego bloga na którego też zapraszam xD
Nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział... :(

Chyba tyle...nie no na pewno o czymś o czymś zapomniałam, ale wyjdzie później :*
Dodaje jeszcze kolaż z Harrym i Rose...
A tak...wiem, że Red nie jest najładniejsza<nie wiem czy już to pisałam> ale nie chciałam takiej idealnej bohaterki...bo w końcu ideały nie istnieją ♥
Enjoy xx