środa, 27 sierpnia 2014

#11

Jest siódma rano. Za godzinę wyjeżdżamy. 
Wczoraj się spakowałam, ale i tak mi się wydaję że o czymś zapomniałam. Okaże się potem. Najwyżej poproszę kogoś żeby mi przysłał, albo dokupię. To nie takie proste. 
 Denerwuje się, mam nadzieję, że przynajmniej będę miała czas żeby pomyśleć i odpocząć. Boję się, że coś się stanie, albo sama nie wiem. 
Chce sobie zrobić nowy tatuaż, zaraz pod tym na ramieniu.
 -Red-do pokoju wbiegły moje przyjaciółki i Tom 
-Cześć wam -przytuliłam każdego.-Dawno się nie widzieliśmy-uśmiechnęłam się do Tom'a. 
-Ostatni raz dwa tygodnie temu...? -objął w tali swoją dziewczynę.-Na tej imprezie. Prawda? 
-Dokładnie-spojrzałam na moją walizkę. 
 -Nie chce być nie miła, ale co tutaj robicie? Tak wcześnie. 
 Byli zdziwieni, ale po chwili wybuchli śmiechem. Patrzyłam na nich jak na ułomnych. 
-Serio się pytam. 
-Chciałaś jechać i się nie pożegnać? -spytała Cat.
 -Przepraszam-zaśmiałam się nerwowo. 

Charlie

 Lecimy już do Nevady. Nie myślałam, że tata mógłby wpaść na taki pomysł! Spędzimy razem miło czas, może nawet kogoś poznam. 
Jeśli mój wkurwiający ochroniarz na chwilę spuści mnie z oczu. Na razie Liam jeszcze sobie nie odpuścił, a uciekałam mu wiele razy, jakimś cudem on zawsze wiedział gdzie jestem. Tak jakbym miała jakieś głupie GPS. 
To zabawne, że ja i Rose potrzebujemy tylko jednego ochroniarza, a tato jedenaście. Mamie to raczej nie przeszkadza. Podziwiam ją, że wytrzymuje to wszystko. Kłamstwa o zdradzie taty, gdyby ją zdradzał to nie wiem co bym zrobiła, ale żywy by po takiej akcji nie wyszedł. Albo kłamstwo, że niby kiedyś była dziwką, to wszystkich zasmuciło i była niezła afera. Jak dobrze, że nie wierzą w to wszystko i żyją swoją miłością. Ja bym tak nie potrafiła. Pewnie na jej miejscu odeszłabym. Ale przecież mama pokochała tate zanim jeszcze stal się prezydentem, w ogóle politykiem. 
Poznali się w szkole. Młoda Laura była dość niepozorną nastolatką, George natomiast cały czas był prześladowany, pewnego dnia wstawiła się za niego i uratowała go przed czymś(nie chciała powiedzieć czym) i zostali przyjaciółmi. Pomagała mu wiele razy. Ale szkoła się skończyła, a ona musiała wyjechać razem z rodzicami do Szwecji. Tam skończyła jakąś uczelnie i wróciła do Waszyngtonu. Przez przypadek w bibliotece spotkała Georga i po jakimś czasie wyznał jej, że gdy wyjechała zrozumiał, że ją kocham. Zostali parą, po kilku latach tata został politykiem, zaręczyli się i została jego żoną. I wtedy pojawiłam się ja i czerwonowłosa. 
Koniec historii. 
-Charlotte? 
Kurwa jak ja nienawidzę gdy ktoś mnie tak nazywa. 
 -Tak mamo? -wymusiłam uśmiech i spojrzałam na nią. 
-Zaraz lądujemy-oznajmiła. 
Mruknęłam coś niezrozumiałego i zapięłam pasy. 

Harry

 Kurwa nienawidzę latać samolotami, współczuje rodzinie Bush. 
-Zaraz tutaj będą -mruknął Niall. 
 Nie, serio? Wcale nie zauważyłem samolotu na niebie! 
-Ugh...ta laska mnie wkurza. Nie umie chociaż raz mnie posłuchać -narzekał Liam.-Cały czas ucieka i muszę używać tego namiaru telefonu. 
Oni nie mają tak dobrze jak ja. Prawie się do siebie nie odzywamy z Rose od kąt dowiedziała się, że te telefony dostawała ode mnie. Zresztą nie dziwie się jej. Dopiero co skończyła szkołe i przestała się martwic nauką, a teraz jeszcze o tej sprawie myśli. Gdybym mógł potoczyłbym to inaczej. Chciałbym ją poznać na jakimś bankiecie czy coś takiego, przekonałbym do siebie.
 Sam nie wiem co z tym zrobić. Chciałbym żeby było tak jak na początku, ona nie wiedziała, ja mogłem ją polować, zero niezręcznych tematów. Polubiłaby mnie...może. 
 -Przypomnij mi dlaczego Louis tutaj nie przyjechał z nami?-spytał Zayn, drapiąc się po szyi.
-Bo musi zajmować się Jo i ochroną-wywróciłem oczami.-Tłumaczyłem ci to jakieś dziesięć razy.
-Dlaczego nie zapamiętasz tego tak jak my?-spytał sarkastycznie Niall.
-A dlaczego ty nigdy nie znajdziesz sobie dziewczyny?
-Bo nie chce.
-Bo może jesteś gejem?
-Nie. Weź spierdalaj.
-Pierdol się.
-Nie mam z kim.
-Masz mnie.
-Wsadź sobie...
-Malik, Horan-uciął Liam.-Wasza kłótnia jest nie na miejscu.
Ogólnie miałem wyjebane co oni mówią i przeglądałem coś bez sensu w galerii, jednak na chwilę podniosłem wzrok i krzyknąłem, że popieram mojego przyjaciela.
-Dobra już wysiadają-oznajmił mulat.
Podeszliśmy do tych schodów z samolotu i zaczęli wychodzić z niego członkowie rodziny. Ostatnia wyszła Rose.

Rose

Jest mi słabo, mdli mnie i pewnie wyglądam jak siedem nieszczęść. Ale zawsze tak jest po locie samolotem. Nigdy jeszcze nie wyglądałam ładnie.
Harry za to wygląda idealnie.
-Cześć piękna-wita się.
Prycham i próbuję poprawić włosy.
-Hej Harr
Zrezygnowałam z "Hari" bo to brzmi okropnie. Serio, zastanawiam się jakim cudem mi się zachciało go tam nazywać. Jestem jakaś jebnięta.
Harry za to kurwa wygląda idealnie.
Hej, piękna.


wtorek, 12 sierpnia 2014

#10

Harry

Szkoda, że miałem tylko ten jeden dzień wolne. Powinienem dostać jeszcze jeden na wyleczenie się z kaca. Ale tak dobrze to ja nie mam.
Gdy Niall przyszedł nas rano wyrzucić z mieszkania, ja już umierałem. To, że on wparował tam o siódmej i zaczął się drzeć tylko mnie wkurwiło. Może to i jego mieszkanie, ale chuj mnie obchodzi, że nas tutaj nie chce.
-Jeb się Horan-warknąłem, wychodząc na klatkę schodową.

Jo

Czekałam na Louisa całą noc, ale nie przyszedł. Pewnie znowu się nachlał z Harrym, czasami mam tego dość. Może jemu wcale na mnie nie zależy? Jest ze mną tylko dlatego, że jestem w ciąży?
To w końcu już dziewiąty miesiąc. Boje się porodu. Tyle razy czytałam o śmierci kobiet, gdy rodziły! A co jeśli ja też...
Może lepiej jeśli odejdę od Lou? Będzie szczęśliwy, beze mnie?
Pytam czy stwierdzam? Sama już nie wiem.
Gubię się w tym wszystkim. Nawet jeśli mówi, ze mnie kocha, to każdy może kłamać. Chociaż takie świnstwo? Nie po to były te szantaże, kłótnie, zmuszanie mnie. Nie do wiary, że jeszcze kilka miesięcy temu tak bardzo go nienawidziłam, a teraz normalnie mówię mu te dwa magiczne słowa.
To jest na prawdę dziwne i pokręcone.
Ktoś nagle otworzył drzwi od domu. Trochę się wystraszyłam. Pierwszym odruchem było wyciągniecie broni z szafki i odbezpieczenie jej. Cholera ręce mi się trzęsą.
-Kurwa Liam, zabiję cię-warknęłam widząc przyjaciela mojego chłopaka.
-Też mi cię miło widzieć Jo-wszedł do kuchni jakby był w swoim domu i wziął piwo z lodówki.-Jest Tommo?
-Nie-zaczęłam głaskać mój olbrzymi ciążowy brzuch.
Jestem taka gruba. Czy będę mogła się dalej zajmować modelingiem gdy urodzę? Lou zapewne mi nie pozwoli.
-Nie wrócił na noc?-spojrzał na mnie i na mój brzuch.-Jezu Jo, jaka ty jesteś...ciężarna.
-Dzięki Li, to komplement, który każda kobieta chce usłyszeć-odparłam sarkastycznie.-I nie. Nie wrócił.
-Myślisz, że jest z Stylesem?
-Ja to wiem-prychnęłam i usiadłam na kanapie obok niego.
-Zadzwonię do nich.
 -Nie odbierają-wyrwałam mu pilota z ręki i włączyłam jakiś program o modzie.
O Alive.
-Niezła dupa-brunet spojrzał na ekran telewizora.
-Wyrażaj się-walnęłam go w ramię.-To moja najlepsza przyjaciółka.
-Cieszy mnie to.
Chyba nasze dziecko wdało się w nas i zostanie piłkarzem. Kopie jak opętany.
Nagle zgięłam się w pół. Boli. Kurwa za wcześnie. Nie mogę teraz rodzić.
-Johanna, czy ty kurwa rodzisz-krzyknął chłopak i poderwał się z kanapy.
-Po chuja pytasz-krzyknęłam z bólu.-Zawieź mnie do szpitala!
-Dobra, dobra.

Rose *dwa tygodnie później*

Trochę się wydarzyło od tamtej imprezy. Znalazłam idealne mieszkanie dla mnie w Los Angeles, z dala od Waszyngtonu. Do wyboru miałam jeszcze Philadelfie w Pennsylvani, albo Nowy York, ale LA wydaje się być najlepsze.
 Tata oznajmił, że chce nas zabrać na wakacje do Las Vegas. Tak do cholernego Las Vegas gdzie są najlepsze imprezy i w ogóle tam jest...no zajebiście. Od razu się zgodziłam. Pominę to, że w Nevadzie jest gorąco. Jakoś to przeżyje, bo to Las Vegas. Tak ekscytuje się miastem. Oj Rose, ty głuptasie.
Trzecia rzecz jaka się wydarzyła, to mój fan. Tak ja mam zajebistego fana, który postanowił się ubrać jak ja, założyć czerwoną perukę. Gdy podszedł do mnie na ulicy wybuchłam śmiechem i poprosiłam go o zdjęcie, a on powiedział, że to on chciał mnie prosic o nie.
I teraz to moja tapeta na telefonie. Jest taka słodka.
Tapeta Red
A co u mojego lokatego ochroniarza?
Harry został wujkiem.
Przyleciał do mnie z taką euforią, że aż się wystraszyłam.
-Hej Hari-przywitałam się z nim.
Wiem, że nie lubi, gdy tak do niego mówię, ale jestem wredna, więc musi to znosić.
-Rose, nie uwierzysz-chwycił mnie w talii i okręciwszy nas wokól własnej osi, postawił mnie na ziemi.
Jakim cudem on mnie uniósł?!
-No słucham cię.
-Zostałem wujkiem! Rozumiesz to?!
-Tak, Hari rozumiem-pisnęłam.-Gratulacje-przytuliłam go delikatnie.
Miło było go przytulić...
Nie rozmawiamy z Harrym o tym kim jest. On jak i ja unikamy tego tematu. Mimo to, że prędzej czy później i tak dojdzie do konfrontacji to teraz mamy spokój z...całym tym gównem.
Jutro wyjeżdżam do Vegas. Nie mogę się już doczkekać!

_____________________________
Nadchodzę z kolejnym rozdziałem :) !
Pisałam go z niezwykłą łatwością, nie wiem jaki jest jakościowo, ale raczej nie najgorszy ;)
Jeśli będą 3 komentarze to dodam nowy rozdział xx
See u soon ♥

środa, 6 sierpnia 2014

#9

Co robią normalni ludzie, gdy chcą pomyśleć? Wyciszają się. Co robię ja? Włączam na całego "Closer To The Edge" i próbuje nie myśleć. Już jest koło pierwszej w nocy, ale nie odczuwam tego zmęczenia. Przynajmniej nikt mnie nie pilnuje. Tak trochę to dziwne, bo zawsze miałam ochronę dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu. Musze się przejść. Ale nie po domu. Wyjdę na miasto, jak normalny człowiek. Mniej myśl, więcej rób.
Ubrałam długie spodnie, jakąś koszulkę, bluzę bo jest zimno i na sam koniec botki.  Jejku denerwuje się, a jak mnie ktoś zobaczy? Albo powie tacie i mamie? A ile ja mam lat żeby się ich bać? Cholera Rose jesteś dorosła! Skończyłaś szkołę.
***
Udało się! Jestem wolna. Zaraz mam się spotkać z przyjaciółmi. Tom też będzie z kolegami. Ciekawe jak się układa Holly.
-Red-usłyszałam pisk za plecami a następnie ktoś się na mnie rzucił.
Agnes we własnej osobie. Za nią stała Cat i reszta.  Mieliśmy spotkać się w barze, ale tutaj też może być.
 -Hej-przywitałam się.
Chwyciłam Hegan za rękę i poszłyśmy do mojego ulubionego baru.
*Holly *
Siedziałam już mocno pijana w loży i całowałam się z Tomem. Jest mega słodki, jak ja się cieszę ,że poszliśmy razem na randkę i parę innych a potem poprosił mnie o chodzenie. Ideał? Dla mnie nie istnieją ,ale można go tak nazwać .
Popatrzyłam na Rose. Dzisiaj znowu jest tak jak dawnej, śmiejemy się, pijemy ,a ktoś jest naćpany . Tylko ona patrzyła na kogoś kto właśnie wszedł do pomieszczenia. Spojrzałam w tą samą stronę i zobaczyłam tego jej ochroniarza.
Holly
 Jest cholernie przystojny i widać że Rose na niego leci. Ma fajne włosy i wygląda dzięki nim słodko. Ma zielone oczy, czyli jest wyjątkowy. Niewiele osób takie ma.
Ale ona była zdziwiona jego obecnością tutaj. Czyżby ją śledził? Mówiła że dzisiaj dała mu wolne. Nie żeby to komuś przeszkadzało. Chyba tylko ja zauważyłam ją i jego. Ale on jej nie widzi. Nawet nie patrzy w naszą stronę. Teraz przyszedł do niego jakiś koleś. Brunet na oko około dwadzieścia pięć lat. Pracuje też chyba jako ochroniarz. Zaczęli rozmawiać i chyba kłócić, ten drugi jest bardziej zmęczony, ale w końcu siada na miejscu i także się upija.
***
Jesteśmy wszyscy juz w stu procentach pijani. Tamci dwaj też, ale co tam.
*Rose*
Harry tutaj jest.  Pije razem z Louisem, szefem ochrony .  Nie wiedziałam, że on taki jest. Wydawał się inny.  Taki trzeźwy. Cholera Rose! Pozory mylą. Dlaczego zawsze dajesz się nabrać.
-Wracają -mruknęłam sama do siebie.
Zobaczyłam blondyna, który wziął Tomlinsona, który nawet już nie kontaktował. Wyciągnął ich siłą, a ja wtedy poprosiłam żebyśmy wracali.
Wszystko poszło ok, puki nie moment poranka, gdy miałam kaca. Głowa mnie boli jak cholera, nawet nie wiem kiedy zasnęłam .
 I przemyślałam. Harry niech sobie tutaj pracuje. Obserwuje mnie i inne.
Skoro ma powod żeby mnie kontrolować to niech mu będzie, ale i tak będę się stawiać. Tak łatwo nie wygra.
*Louis*
Kurwa, ale kac. Głowa i wszystko napierdala a trzeba do pracy iść. Kurwa nie chce mi się. Hazzuś coś ty wymyślił.

poniedziałek, 28 lipca 2014

#8

Może niektórzy się zorientują w trakcie, ale George i Laura to
rodzice Red i Charlie :) 

Rose
 Leżałam w łóżku i myślałam...
Moi rodzice nawet nie raczyli ruszyć dupą i przyjść na moje zakończenie. Po prostu się wkurzyłam,jak oni mogli mi to zrobić? Ja właśnie skończyłam szkołę do jasnej cholery!
-Harry-wyleciałam na korytarz.
Jeszcze nie przemyślałam co chce z tym zrobić, ale szczerze to mam to mam to gdzieś. Mam gdzieś, że jakiś x lat starszy koleś mnie obserwował, wydzwaniał do mnie, nękał, a teraz jest moim ochroniarzem. Jaka ja jestem dziwna.
-Tak?-spojrzałam na mnie.
-Do końca dnia masz wolne.
-Ale ty nie możesz...
-Mogę, idź-przerwałam mu.-Będę cię kryć, też potrzebujesz odpocząć.
-A to nie czasami ty ode mnie?
-To też-z powrotem zamknęłam drzwi.

 George

 Jesteśmy właśnie w Sydney, mój stary przyjaciel nas zaprosił. Na razie jednak znowu praca m przeszkadza, wiem, że moją rodzinę denerwuje moje ciągłe zabieganie, ale co mogę poradzić? Mam ważne stanowisko i nie mogę go zaniedbać. Ale jakoś wynagrodzę to moim kobietą. Zabiorę je gdzieś. Sam nie wiem gdzie. Może Laura mi pomoże, ale przecież dla niej to też ma być niespodzianka. Jakiś człowiek musi mi pomóc. Jerry mi pomoże.
-Witaj-wszedłem do jego gabinetu i uśmiechnąłem się.-Możesz mi pomóc?
-Oczywiście! Usiądź-wskazał na kanapę, a następnie do mnie dołączył.
-Chce zabrać gdzieś rodzine, ale nie mam pomysłu.
-Polecam Australię-zaśmiał się.
-Rose nielubi ciepła, woli raczej chłodne kraje.
-Jak można nie lubić ciepła?
-Nie wiem. Na prawdę przyjacielu nie wiem.

Anabell

Płacze? Nie. Jakoś specjalnie Harry mnie nie zranił. Daje mu miesiąc i wróci, bo znudzi mu się ta dziwka. Czy ja nią byłam? Może, ale mi taki układ pasował. Seks bez zobowiązań. Jak w tym filmie z Justinem Timberlakiem. Pamiętam jak oglądaliśmy go z Hazzą i cały czas oceniał go, aż w końcu nie wytrzymałam i kazałam mu się zamknąć. Skutki były inne.
-Hej-przyszła moja przyjaciółka.
-Cześć.
 -I jak się czujesz?
Wzruszyłam ramionami. Jak się czułam? Normalnie. Bez uczuć żyje się lepiej. Zdecydowanie.
-An...

-Powiedziałam, że czuje się dobrze.
-Czy on w ogóle kiedykolwiek powiedział, że cię kocha?
No tak, przecież Jennifer nic nie wie. Chyba czas jej wyznać prawdę.
-Ale my nie byliśmy w takim typowym związku. On nie opierał się na miłości, tylko na seksie.
-Byłaś jego dziwką?!-krzyknęła.
-Nie!-szybko zaprzeczyłam.-Ja po prostu...to był związek bez zobowiązań i tyle.
-Byłaś po prostu jego dziwką!-krzyknęła i trzasnęła drzwiami od mojego mieszkania.
Jej słowa mocno mnie zraniły. Jak mogła mi to powiedzieć? Nikim takim nie byłam.

Harry

Mam dzień wolnego. Co mam zrobić z wolnym czasem? Może pójdę do baru. Dawno nie odwiedzałem tego miejsca...
Jak pomyślałem tak zrobiłem. Wszedłem do pomieszczenia. Kilka nastolatków siedziało przy jednym ze stołów, darli się, bili już nieźle wstawieni. Ja jeszcze trzeźwy usiadłem na jednym ze stołków i zamówiłem piwo. Po chwili zadzwonił mój telefon.Louis.
-Słucham?
-Gdzie jesteś?
-W barze.
-Masz zamiar znowu się upić? Serio Hazzu? Myślałem, że mamy już to za sobą. W którym?
-Nie wiem, jakiś na ulicy Victorii. Chuj jeden wie jak się nazywa.
-Zaraz będę.


***

Może i dużo wypiłem, ale czułem, że dalej kontaktuje, więc mogę pić dalej. Tomlinson sobie śpi obok mnie na krześle. Trzeba będzie zadzwonić bo Horana, albo Liama. Dlaczego nie mogę prowadzić po pijaku? Nawet nie jest tak źle.
-Harry kotku-jednak się obudził.
-Wychodzimy-oznajmiłem i wziąłem go pod ramie.
-Ale ty nie prowadzisz.
-Będę robił co mi się podoba.
-Ja ci nie pozwalam-język mu się plątał, dlaczego on tak szybko się upija?
Chwilę później, po minutach kłótni jednak zadzwoniłem do Nialla.
Przyjechał po nas, nic nie mówiąc, po prostu wsiedliśmy i jechaliśmy w ciszy.
-Zawioze was do mnie. Żadne z was nie może się tak gdziekolwiek pokazać.
Kolejny się znalazł do rządzenia. No dobra...ma racje, ale co z tego?
-Jutro będzie kac, kac, kac...tak ten jedyny sobie kac-zacząłem cicho śpiewać.
 -Tak ten jedyny kac-zaśpiewał głośniej śpiewać.
Blondas znosił nas, a gdy dojechaliśmy zaprowadził do pokoi gościnnych i trzasnął zły drzwiami.
On po prostu kocha nas pijanych.
Jutro znowu do pracy, tak jak oni. I na co mi to było? Kurde zawsze się potem Anabell mną zajmowała, a teraz jestem zdany na siebie, ale i tak do niej nie wróce, nie chce




__________________________
 Oto ja z kolejnym rozdziałem. Już wiecie dlaczego w prologu było "Drunk". Harry ma niestety problem z alkoholem, tak jak Louis, ale przynajmniej nie są sami!
Trochę nie było dzisiaj co dalej Rose, bo uznałam, że w następnym rozdziale dowiecie się czy Rose będzie umiała zaakceptować ten fakt, że to Hazzy.
:)

Rorry ^^

.

Czytasz-komentujesz :)

niedziela, 13 lipca 2014

#7

Patrzyłam na niego, wyczekując odpowiedzi. Chyba się zastanawiał czy powiedzieć mi prawdę. Jego twarz pozostała jednak bez wyrazu. Kompletne nic, liczyłam na jakąkolwiek reakcje. Chce wiedzieć czy to on. Oczywiście to proste...nikomu nie powiem, ja tylko chce wiedzieć. Harry będzie mógł być dalej moim ochroniarzem, ale żeby tylko te uciążliwe telefony ustały. Chociaż? Jeśli moje domysły się sprawdzą to nie wiem jak zareaguje...jak on zareaguje i co dalej będzie?
 Na razie czuję tylko napięcie pomiędzy nami.
-Rose, ja...-zaczął, ale mu przerwano.
Zza drzwi wyszła moja siostra.
-Rose!-krzyknęła.-Ja nie chce wam przeszkadzać, ale za dwadzieścia minut masz koniec roku w szkole!
-Co kurwa?!-szybko wstałam.-Później masz mi odpowiedzieć-powiedziałam do lokatego.
Skinął tylko głową i wstałam razem ze mną. Szliśmy w ciszy. Znaczy ja biegłam, a Harry po prostu szedł za mną. To była dość krępująca cisza, więc gdy weszłam do pokoju, odetchnęłam z ulgą.
A teraz czas na życiowy dylemat Rose...co na siebie ubrać.
O dziwo, gdy otworzyłam szafę na wieszaku wisiała już sukienka, buty, biżuteria i inne głupoty dla mnie. Jakie to kochane...pewnie ktoś tutaj przyszedł mimo, że nie chciałam aby ktokolwiek wchodził do mojego pokoju. Ale i tak jestem wdzięczna.
Ubrałam się w to coś co przeważnie studenci ubierają, gdy kończą szkole. Jakiś bliżej nieokreślony kształt w kolorze niebieskim. Jak słodko wyglądam, ale tylko pod tą togą. Właśnie! To się nazywa toga.
 Nie do wiary, że teraz będę mogła znaleźć własną pracę, dom i żyć na własny dom. Nie żeby życie w Białym Domu mi się nie podobało...ja po prostu chce zasmakować samotności. Tata, gdy jeszcze za czasów kiedy był tylko politykiem mieszkał w dużym domu z służbą i innym gównem, więc zawsze mieliśmy podwładnych, a teraz mogę robić coś sama. Dokładnie SAMA. Bez niczyjej zgody. Może zrobię sobie jeszcze jeden tatuaż? Albo percing? Ale to by jeszcze bardziej zdenerwowało tatę i mamę. Mam nadzieję, że zgodzą się na mój plan. Wcześniej nic im o tym nie mówiłam...
-Przepraszam-ktoś zapukał do drzwi.-Idziesz już?-to Harry.-Zaraz nie zdążysz.
-Szlag-zaczęłam cicho przeklinać, gdy okazało się, że mam tylko pięć minut.
-Wyrażaj się-warknął zielonooki.
-Nie rozkazuj mi-ubrałam moje cholernie wysokie szpilki.-Harry, przecież my utkniemy w korkach! Nie zdążę! Auto będzie za wolne!-panikowałam.
Zaśmiał się.
-Kto powiedział, że jedziemy autem? Chyba nie sądzisz, że pozwolę ci się spóźnić-mrugnął do mnie.
-Czyli czym jedziemy?
-Motorem.
W tym momencie wyszliśmy przed budynek, a moim oczom ukazał się motor chuj jeden wie jaki model.
-Gotowa?-podał mi kask.
Tylko przytaknęłam.
Nie wiem czy jestem taka do końca pewna, ale ok. Jedziemy.
Harry
Pod jej szkołą byliśmy na czas. Zdążyła i teraz ma rozdanie świadectw. Nie do wiary, że kończy szkołe. Z tego co mi wiadomo to chce gdzieś wyjechać. Jako jej ochroniarz oczywiście jadę z nią. Nie tylko służbowo, ale też z własnego wyboru.
Teraz jej kolej, jej marny papierek. Kiedy ja go dostałem to nawet się cieszyłem, ale teraz rozumiem, że to w ogóle nie było mi potrzebne. Jeszcze w szkole poznałem Niall, Liama, Zayn'a i Louis'a, który kiblował rok w ostatniej klasie. Typowy Tommo.
-Harry!-ktoś rzucił się mi na szyję, więc odruchowo złapałem tą osobe.
Anabell też tak robiła. Ale to nie ona, tylko Rose. Przytuliła mnie.
-Brawo-pogratulowałem jej.
 Następnie stało się coś czego się nie spodziewałem, pocałowałam mnie w policzek. Tak ona mnie pocałowała. Uśmiechnąłem się sam do siebie i popatrzyłem na Red. Trochę się biedaczka speszyła.
-Przepraszam.
-Przecież nic się nie stało.
-Stało-kłóciła się ze mną.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak
-Nie i koniec kropka.
-A idź spać-poczochrała moje włosy.
Tylko nie to.

***

Stałem jak zawsze przed pokojem czerwonej.
-Yyy...-otworzyła drzwi.-Harry, możemy porozmawiać?
-Jasne, teraz?
-Tak-wpuściła mnie do środka.
Usiadłem na jej fotelu, a ona na łóżku. Patrzyliśmy się na siebie w ciszy. Ciekawe o co może chodzić.
-Harry nasza poranna rozmowa, wiesz...chciałabym znać twoją odpowiedz-powiedziała na jednym wdechu.

-Dobrze wszystko przeanalizowałaś, zorientowałaś się co jest na rzeczy. Jesteś bardzo inteligentna.
-Przejdź do sedna Styles-warknęła.-Chce tylko powiedzieć, że nie ma to znaczenia, ale chce znać prawdę. Teraz.
-No więc zgadza się. To ja.
Zapadła niezręczna cisza.
Rose
A tak liczyłam, ze to kłamstwo, że jednak się pomyliłam, ale to jednak nie to. Ja chyba chce...sobie to przemyśleć. Jednak moje słowa, że to nie ma znaczenia to kłamstwo.
-Proszę cię wyjdz-podniosłam na niego wzrok.
-Dobranoc, Rose.
Pomachałam mu i upadłam na łóżko.

__________________________________________

Co powiecie na to tło? Zmienić? :)
Prosze was komentujcie, bo widzę ile osób czyta, a prawie nie ma żadnych komentarzy :c
Więc czekam :)
Jak wam się podoba rozdział? Chyba bo zjebałam, ale nic nie poradzę :(

 Czytasz-komentujesz :) xx

Kiedy indziej dodam zdjęcia :D

środa, 2 lipca 2014

#6

Nie udana scena +18 :)))
-Yhm...-mruknęłam budząc się.
Rose, trzeba wstawać. Zwlekaj się z tego łóżka i idź maluj. Dzisiaj już nie możesz sobie odpuścić. Twój obraz leży w szafie, a rodziców nie ma, co jest idealną okazją. Dlaczego gadam sama do siebie?
 Szybko się ubieram i idę na śniadanie, pod drzwiami spotykam Harry'ego. Jak słodko...był tutaj całą noc. Witam się z nim;
-Hej Hari-macham mu.
Wywraca oczami i uśmiecha się do mnie.
 -Witaj, czerwona.
Zatrzymałam się. Jak on mnie nazwał?
Harry też mnie tak nazywa. Trochę to dziwne...
-Coś nie tak?-pyta z zmartwioną miną.-Jesteś trochę blada. Może ci coś przynieść? Wody? Cokolwiek?
-Nie, nie-zaprzeczyłam.-Wszystko ok, tylko...muszę przez jakiś pobyć sama.
-Samotność jest czasami najlepsza, ale ja nie mogę cię spuścić z oczu. Taka praca-puścił mi oczko.
-Będę w ogrodzie-popatrzyłam na moje paznokcie, które pomalowałam na czarno. Ładnie mi wyszły.
-Rozumiem-przyjął poważny ton.
-Ale wcześniej pójdę do pokoju-patrzyłam za niego i miałam nieobecny wzrok.
Muszę o czymś pomyśleć...
*Oczami Louis'a*
Mój inteligentny przyjaciel ma świetne zajęcie życiowe. Zerwał z taką dupą jak Anabell dla jakiejś laski, która nawet nigdy nie spojrzy na ochroniarza. Trochę to żałosne, że jest bogata i nie widzi tych biedniejszych. Chociaż tacy biedni nie jesteśmy. Kilka milionów każdy z nas ma na koncie.
-O czym myślisz?-moja dziewczyna usiadła mi na kolanach.
-O Harrym i tej lasce, uważam, że głupio postępuje.
-Ale i tak mu na to pozwalacie-Jo zaczęła kreślić mokrą ścieżkę na mojej szyi.
-Jego życie, jego sprawa-pocałowałem ją w usta.
-Kocham cię-szepnęła. 
-Ja ciebie też, Johanna-ściągałem jej koszulkę.
Po chwili nasze ubrania leżały na ziemi.
-Zaraz chłopaki mają tutaj przyjść-warknąłem, gdy zaczęła masować mojego przyjaciela.
-Zdążymy-mruknęła.
Weszłem w nią i byłem bardzo zadowolony, gdy jęczała moje imię. Masowałem jej piersi i chwilę później oboje mieliśmy orgazm. 
Wycieńczeni opadliśmy na łóżko i szepcząc swoje imiona i inne słowa zasnęliśmy...
Kocham ją i chyba nasza relacja jest inna niż Hazzy i An.


*Oczami Rose*
Skończyłam! Udało się. Mój najnowszy obraz leży teraz przy oknie i mogę czekać aż farba zaschnie. Chciałabym żeby moje prace były w jakieś galerii, a ludzie mogliby je oglądać... Gdybym powiedziała o tym rodzicom to  pewnie usłyszałam bym "Kochanie, malowanie to żadna wybitność, to umie każdy." Tylko by mnie to raniło. Wolę nie.
-Cześć Charlie.
Moja siostra właśnie weszła do mojego pokoju...co to ma być?! Normalnie to nawet się do mnie nie odzywa...więc co tutaj tak nagle robi?
-Hej-usiadła na moim łóżku.
Jezu Maria...odkąd ona niby ze mną rozmawia, siedzi u mnie w pokoju...-Mam do ciebie sprawę.-...i ma do mnie sprawę.
-Ty do mnie?-zrobiłam zdziwioną minę.
-O co ci chodzi?-zamrugała.
 -Nie o nic...-powiedziałam.
-Ugh...-widzę, że nie wie jak zacząć.-Ty lubisz ten cały zespół...jak oni to się nazywają...30 second to mars?-skinęłam, więc kontynuowała.-No więc...mam na ich koncert dwa bilety. I chciałam się spytać, czy nie miałabyś ochoty razem z kimś iść na ten koncert?
-Na prawdę?-posłałam jej wielki uśmiech.
-Tak.
-O Jezu-rzuciłam się jej na szyję,-Oczywiście, że chce!
-Dobra, dobra. Tylko mnie puść-odsunęła mnie-Dusisz.
-Przepraszam-nie mogłam przestać się uśmiechać.
-I jeszcze jedno...-popatrzyła na moją szafkę.-Ładne zdjęcie.
Popatrzyłam na wskazane miejsce. Ah, tak...nasze wspólne zdjęcie z jakichś urodzin naszej super  bogatej i sławnej koleżanki-Sonnie. Podoba mi się, więc je tam postawiłam.
Co w tym dziwnego?
-Pa-wyszła z mojego pokoju.
 Nic nie powiedziałam tylko usiadła na łóżku i patrzyłam jak zahipnotyzowana na fotografię.
Potrzebuje świeżego powietrza.
Wzięłam deskę i jak piorun wyleciałam z pokoju. Harry potrzebował kilku sekund na zrozumienie co zrobiłam i chwilę później już biegł obok mnie.
-To chyba nie jest dozwolone-zaśmiał się.
-To co?-zrobiłam slalom przy wazonach.
Chwilę później zatrzymałam się przed drzwiami do ogrodu.
-Mam z tobą iść?
 -Tak-otworzyłam drzwi.
*Oczami Harry'ego*
Rose usiadła na murku. Serce biło mi jeszcze po biegu. Ona chyba chce żebyśmy oboje pomyśleli.
Moje myśli zajęła Anabell. Myśle, że dla czerwonej mógłbym jeszcze raz zostawić An i nie żałowałbym. Chciałbym też żeby wiedziała, ale to jeszcze nie czas.Nie teraz.
Spojrzałem na nią. Miała skoncentrowaną minę i nagle jakby ją olśniło i popatrzyła na mnie swoimi pięknym oczami.
-Harry, mogę cię o coś zapytać?
Coś myśle, że to będzie trudna odpowiedź.
-Tak.

-Czy to ty? Czy ty do mnie piszesz i dzwonisz?
Nie mogłem uwierzyć, że się zorientowała, ale czy powiedzieć prawdę? Lepiej żeby żyła w kłamstwie...?









__________________________________
De dum! Co odpowie Harry? Chcecie żeby się dowiedziała czy lepiej żeby żyła dalej w kłamstwie? Może tą decyzje podejmijcie sami i komentujcie :)
Chce znać wasze zdanie xx
Tak byla scena +18, ale co z tego wyszło ;___;
Tak to była moja pierwsza taka sytuacja przez to 2 lata pisania. 
Dziwnie się trochę pisało :x
Dlaczego nie El?
Bo o Jo i Lou mam innego bloga; subsistence
Do którego czytania zachęcam :)))

Rorry? Ta fajna para do shippowania :D
Za wszelkiego rodzaju błędy-przepraszam :c
I wiem, ze wyszedł krótki, ale zależało mi, żeby na takim momencie się się skończyło. Nie zabijcie mnie!

środa, 25 czerwca 2014

#5

Dzisiaj jest poniedziałek. Pora poznać nowego ochroniarza. Ubrałam szybko jakąś luźną koszulkę, bordowe szorty i czarne vansy. Koniecznie muszę iść na zakupy.
Wczoraj popołudniu zrobiłabym zadania, ale jutro już koniec roku! Jejku, tyle miesięcy, dni, godzin, minut,sekund męczarni i nauki i mam mój upragniony dzień. Zbiegam na dół, wzięłam jabłko z kuchni i wyszłam na korytarz. Stał tam. Ubrany w czarny garnitur i czarne okulary...Coś go wyróżniało od reszty ochroniarzy...on po prostu sam w sobie jest zachwycający...Jezu Rose, ćpałaś coś? Przecież on ma tylko cię pilnować. Za kilka lat przecież nie weźmiecie ślubu,nie będziecie mieć szóstki dzieci i nie zamieszkacie...stop, stop, stop! Trochę za szybko. Najpierw się przywitaj.

-Cześć-posłałam mu uśmiech.
-Witaj Rose-odpowiedział trochę zbyt...oficjalnie.-Możemy już jechać? Raczej nie chcesz opuścić kolejnego dnia.
Skąd on to do cholery jasnej wie?!
-Umm...tak-moje policzki oblał szkarłatny kolor. -Właściwie to nie-pociągłam go za ramię.-Nie chce iść dzisiaj do szkoły. Możemy robić coś innego? Mógłbyś mi coś o sobie opowiedzieć? Co ty na to?
-Wolałbym abyś to ty mówiła.
-Nie ma sprawy. Więc jedzmy na przykład...hmm...co powiesz na park?
-Może być.
No Harry! Nie bądź taki milczący! Ja uwielbiam słuchać twojego głosu...tak cholernie dziwnie znajomego...wciąż nie wiem do kogo on należy...
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy w wcześniej powiedziane miejsce. Już jest długo po ósmej, więc nie była aż takich korków.
-A więc-usiedliśmy na ławce.-Co chcesz o mnie wiedzieć?
-Wszystko.
Zaczęłam opowiadać o wydarzeniach, które pamiętam najlepiej. Pomijałam tylko Charlie,wole nie wspominać naszych wspólnych wspomnień. Po kilku godzinach opowiadania,poprawiania się i innych zauważyłam, że jeszcze go nie zanudziłam. Gdy wracaliśmy miałam czas żeby pomyśleć...i wtedy mnie olśniło. Harry nie pisał do mnie od kilku godzin. Czyżby dał sobie już spokój?
Harry.
Moje myśli znowu zajął on. Harry Chuj Jeden Wie Jaki. Dlaczego ja nic o nim nie wiem? Nie wiem jak wygląda...jakie ma włosy...oczy...usta. Jestem cholernie ciekawa czy go kiedykolwiek widziałam. Dlaczego on o mnie wie wszystko, a ja o nim nic? To cholernie niesprawiedliwe.
-Rose...słuchasz mnie?-jak zza szyby doszedł mnie głos Stylesa.
O nim wiem zdecydowanie więcej niż o Harrym.Trochę mi o sobie opowiedział i wiem, że nie jest taki sztywny jakimi się wydawał.
-Yyyy...nie-przyznałam zawstydzona.
-Jutro koniec roku i chciałbym żebyś jednak na niego poszła. Wiesz kiedy jest, tak?-przez przypadek dotknął mojego ramienia.
Przeszedł mnie dreszcz. Ale taki przyjemny dreszcz.
-Oczywiście-właśnie się zorientowałam, że swoimi przy moich drzwiach.-Dziękuje za miły dzień-delikatnie go przytuliłam, zaciągając się cudownymi perfumami męskimi. Zajebiście pachnie.
-Rose...czy ty mnie wąchasz?-zaśmiał się zachrypniętym i niskim głosem.
-Nie...chociaż, czekaj-zaciągałam się jeszcze raz.-Tak, wącham cię.
Zaśmiał się jeszcze raz.
-Nie wąchaj mnie-posłałam mu karcące spojrzenie, ale i tak się śmiałam.
Posłał mi ostatni uśmiech i poszedł.


Usiadłam na łóżko i zaczęłam się śmiać.

***
 Do wieczora nic się nie wydarzyło, Harry stał przed moimi drzwiami, co zauważyłam wychodząc po wodę, rodzice jeszcze nie wrócili, a Charlie poszła nie wiem gdzie. Ja natomiast włączyłam latopa i zaczęłam czytać te "cudowne" komentarze od faneczek Derek'a na Twiterze. Jezu jak one mnie wkurwiają...zaczęłam wszystkie zablokowywać i chwilę później przełączyłam się na Facebooka. Tam kurde też nudy w cztery dupy. Zbyt znudzona, w okolicah godziny siódmej włączyłam film "Gwiazd Naszych Wina", bo Holly mi to poleciła. A tak...ciekawe o u niej. Czy już jest w domu? Oby.
Postanowiłam do niej napisać szybko, ale wtedy zauważyłam wiadomość od Harry'ego. Nie żeby coś, ale trochę tęskniłam za jego głupimi tekstami.
Chwilę zastanowiłam się nad odpowiedzią i szybko wystukałam na klawiaturze krótkie zdanie.
Potem już nie napisał...w ogóle. Chyba go nie uraziłam.
-Ekhem...Rose-Harry aka ochroniarz wszedł do pokoju.
-Hej Hari-przywitałam się i posunęłam żeby usiadł obok.
-Hari? Serio?-zaśmiał się.
-Tak-zrobiłam poważną minę.-Siadasz?
-Nie, chciałem tylko ci powiedzieć dobranoc-przygryzł wargę.
-To miło-cmoknęłam go w policzek i się zarumieniłam.
-Dobranoc-ukazał mi dołeczki w policzkach i wyszedł.
Dziwne, ze nikt nas na tym nie przyłapał...żaden ochroniarz jeszcze tak się wobec mnie nie zachowywał, byli tacy raczej oficjalni i mieli dystans jak cholera.
Kurwa...ale skąd ja kojarzę głos Harry'ego...
Rose...

Myśl...
To nie takie trudne...
Pustka...
Wciąż nic...
Kurwa Rose! Jaka ty jesteś tępa! Nie na serio JEDNEJ osoby nie umiesz zapamiętać...ty idiotko jedna.
Chyba źle się czuje, bo gadam sama do siebie...
 Gdy w końcu miałam spokój poszłam do łazienki, wzięłam krótki prysznic. Później szybko zasnęłam. Śniło mi się, że uciekam przez ciemny korytarz, rozmawiając z Harrym, jednak w pewnym momencie telefon upada, a mnie pochłania ciemność...


Piąteczka :3
 Gratuluje wytrwałym :*
Czytasz=komentujesz xx